14/2026 „Krew Dahaku” Monika Litwinow, Mateusz R. M. Rogalski

Książka wygląda obłędnie, wiem jak piszą autorzy, w dodatku to miał być kryminał z fantasy. Co prawda lektura trochę poleżała na półce, ale w końcu przyszedł na nią czas. Dzięki brązowemu kolorowi w Tęczowym wyzwaniu, sięgnęłam wreszcie po tę pozycję, i to z wielką chęcią.

Czy książka okazała się tak fajna, jak mówili czy pisali o niej książkowi influencerzy?

Dahak, miasto gdzieś na pustyni, gorące, podzielone na dzielnice. Tu mieszkają ludzie i mieszanki ludzi ze zwierzętami oraz inne rozumne istoty. Tu magia przeplata się ze zwykłym życiem. W tym miejscu przyszło mieszkać Yalin, jej synowi i teściowej. Dla młodej kobiety to ciężkie warunki, gdyż jej ciało pokryte jest srebrzystą sierścią. Ta pół kobieta, pół lisica pochodzi z mroźnych i śnieżnych rejonów.

Yalin pracuje w gwardii strzegącej porządku w mieście. Niestety musi mierzyć się z szefem, który ją nienawidzi i bardzo młodymi współpracownikami, wręcz dzieciakami, niezbyt ogarniętymi. Na palcach jednej ręki można policzyć tych, na których dziewczyna może ewentualnie liczyć.

Gdy zostaje wysłana do odkrycia, kto stoi za mordem pewnego goblina, wydarzenia zaczynają gnać. Wkrótce okazuje się, że to nie jedyne zwłoki i następne również przeszły ze stanu żywego do obecnego prawdopodobnie z wykorzystaniem zakazanej magii. Opartej w dodatku na ogniu, którego dziewczyna się boi. Jej śledcza ścieżka splata się z elfami, w tym z jednym aroganckim typem, Amirem.

Czy Yalin odkryje kto stoi za mordami i o co w tym wszystkim chodzi?

No cóż, jak się okazało „Krew Dahaku” to pierwsza część serii. Zostaliśmy wrzucenie do świata, który odkrywamy pomału z kolejnymi scenami. Śledzimy bohaterów, ich poczynania. Nie wiemy czego możemy się spodziewać, jak potoczy się akcja. Ale to dobrze, bo apetyt na poznanie całej historii rośne. Czekam więc na kontynuację.

MOJA OCENA: 7/10

Samowydawcy

O innej fantastyce pisałam TUTAJ.