20/2026 „Żywy beton” Michał Głowacz

Wyobraźcie sobie świat post-apo. Co widzicie? Pewnie zgliszcza, ludzi ukrywających się, żyjących w małych grupkach, walczących o jedzenie i inne dobra. Może nieco zmutowanych po broni jakiej użyto do zagłady. A co gdybyście niewiele wiedzieli o tym świecie? Ale z obrazu jaki przedstawia wam autor wyciągnęli wnioski, że nie jest aż tak źle?

Wiemy, że natura zaczęła się upominać o swoje. Próbuje przejąć jak największą część świata. I raczej jest agresywna w swoich dążeniach. Wiadomo – z przyrodą nic nie wygra, jeśli tylko ma warunki by istnieć. Jednak w czasie wojny wymyślono sposób by nieco ją ujarzmić. Choć do końca nie wiemy czym jest tytułowy żywy beton, wiemy, że też jest niebezpieczny. I to on ma zapanować nad naturą. Teraz walczą o dominację: on i technologia.

Ludzie po wojnie wymagają niekiedy naprawy. Gdy nie da się wykorzystać wiedzy i umiejętności, sięga się po cybernetyczne zamienniki. Gdy poznajemy Lulu wiemy, że przeżyła koszmar, stara się funkcjonować jako detektyw – najemnik do zadań specjalnych. I ma mechaniczne nogi, które stara się ukrywać pod długim płaszczem. Gdy dostaje niecodzienne zlecenie waha się czy je podjąć. Ciekawość i niechęć do dronów i robotów sprawia, że wkracza do akcji. Wkrótce przekonuje się, a wraz z nią czytelnicy, że nie wszystko jest takie, jakie się na pierwszy rzut oka wydaje.

Książka podzielona jest na trzy części. Pierwsza rozgrywa się w mieście i tu jest ciekawie, jest wartka akcja. Druga wkracza do lasu i tu zaczyna się robić dziwnie, zwalniamy tempo. Ale dopiero na pustyni odkrywamy całą prawdę, choć jest mocno filozoficznie.

Dylematy moralne, nad etycznym postępowaniem, dywagacje czy dobro ogółu ma wyższy priorytet niż dobro jednostki. Inne spojrzenie na wojnę, na pojęcie człowieczeństwa. Bardzo ciekawe, choć ciut przegadane.

MOJA OCENA: 7/10

Fabryka Słów

O innej fantastyce z tego wydawnictwa pisałam TUTAJ.