65/2026 „Kwiat wiśni i czerwona fasola” Durian Sukegawa

Tłumaczenie: Dariusz Latoś

Literatura japońska ma to do siebie, że nie cechuje się akcją, jakąś rozbudowaną fabułą, a spokojem, nieco monotonią, powolnością, skupieniem na tu i teraz, celebracją życia i przyrody, otaczającego piękna. Dużo uwagi poświęca się ludziom i ich bolączkom, radościom i problemom.

Japończycy chcą pracować, by przyczynić się dla dobra ogółu, by czuć się potrzebni. Potrafią być aktywni do późnej starości. Nawet jeśli są sfrustrowani, przemęczeni czy chorzy, nie pokazują tego po sobie, uważając, że słabości nie są mile widziane.

Sentarō po burzliwej przeszłości pracuje w sklepie wytwarzającym dorayaki – placki nadziewane czerwoną fasolą. Nie jest to jego praca marzeń – wciąż chce zostać pisarzem. Ale póki co musi spłacić długi i pracować tutaj, przy alei kwitnących wiśni.

Pani Yoshii ma 76 lat i palce wykręcone chorobą, jednak potrafi przyrządzić wyśmienitą pastę an. Mimo początkowej niechęci mężczyzny, starsza pani zaczyna mu pomagać. Jej podejście do życia sprawia, że Sentarō zaczyna inaczej patrzeć na otaczający go świat.

Czy mądrości doświadczonej kobiety sprawią, że Sentarō zmieni podejście do życia i pracy?

„Kwiat wiśni i czerwona fasola” to opowieść z nutą historii, o nieco nieprzyjemnych rzeczach. Trochę burzy wizerunek potulnych Japończyków. Ale pokazuje, że przyjaźń i hart ducha potrafią wiele przezwyciężyć. Może warto zwolnić w pędzie życia i poczuć obecną chwilę?

Dla mnie to kolejna bardzo dobra azjatycka historia. I kolejna przetłumaczona przez pana Latosia. Cechuje się lekkością i płynnością, i pewnie dlatego zostanie ze mną na dłużej.

MOJA OCENA: 7/10

Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego

O innej książce tłumaczonej przez pana Dariusza pisałam TUTAJ.