69/2026 „Dziewczyna z konbini” Sayaka Murata

Tłumaczenie: Dariusz Latoś

Trochę czegoś innego spodziewałam się po tej książce. Lekkiej, leniwej opowieści o kobiecie, która nie ma ambicji i wystarcza jej praca w lokalnym sklepie.

Ale historia jest bardziej złożona.

Praca dorywcza w sklepie nie jest dobrze postrzegana. Raczej jako chwilowa przed znalezieniem docelowej lub dla dorabiających studentów. Od prawie 40-letniej kobiety oczekuje się, że będzie przydatna dla społeczeństwa: będzie żoną, matką. I albo bedzie pracować na etacie i godzić życie zawodowe i rodzinne, albo zostanie gospodynią domową.

Keiko Furukura świetnie czuje się w konbini, gdzie wszystko jest poukładane, według schematu, zgodnie z wytycznymi. Ściśle wzoruje się na materiałach szkoleniowych, jak układać towar i obsługiwać klientów. Podpatruje też mimikę i ton wypowiedzi kolegów z pracy. Posuwa się nawet do kopiowania stylu ubrań jednej z pań. A wszystko to dlatego, że sama ma problem z prawidłowym interpretowaniem sytuacji, wypowiedzi i gestów innych.

Według mnie kobieta jest w głębokim spektrum autyzmu. I chyba nikt nie zdaje sobie z tego sprawy. Siostra i mama chciałyby, żeby Keiko się sama 'naprawiła’ i wpasowała do ram właściwych dla kobiety w średnim wieku. Tyle, że pani Furukura nie potrafi.

A potem do sklepu jako ekspedient trafia Shiraha, mężczyzna z problemami.

Czy Keiko i nowy pracownik będą umieli się dogadać?

Lektura nie jest łatwa, ale jest dobra. Pokazuje drugą stronę poukladanych, uprzejmych Japończyków oraz jak system nie radzi sobie z odmiennymi ludźmi. „Dziewczyna z konbini” nieco mnie rozczarowała, ale to dlatego, że oczekiwałam łatwej lektury, a ona taka nie była.

MOJA OCENA: 6/10

Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego

A TUTAJ pisałam o innej książce tego wydawnictwa.