75/2026 „Necrovet. Hodowla istot chimerycznych” Joanna W. Gajzler
Piąta i zarazem ostatnia część serii Necrovet. I choć nie ma spektakularnego finału jakiegoś podsumowania serii, zwrotu akcji, który byłby dobry na pożegnanie z bohaterami, to i tak było nieźle. Ale i tak szkoda, że zakończyło się to jakby nagle. Trochę liczyłam, że sytuacja między Florką i Bastianem zostanie ustabilizowana i bardziej wyklarowana.
Lecznica prężnie działa, a nawet się rozwija – przyjęła kolejną lekarkę, wiedźmę i trochę zahukanego technika. Nowi muszą szybko się wdrożyć w specyfikę pracy z magicznymi stworzeniami, ponieważ pacjentów jest sporo. Wciąż pojawiają się nowe krzyżówki zwierząt. Ale w tym świecie magia jest dość świeża i nadal się rozwija i zaskakuje swoimi tworami.
Florka cały czas szkoli się w nekromantycznej magii, zdobywa wiedźmie sznyty. Mieszka u Bastiana i tu po raz pierwszy dochodzi do ostrej wymiany zdań. Czy para poradzi sobie z tą różnicą poglądów?
Autorka ma bujną wyobraźnię i przedstawia niesamowite zwierzęta. Dzięki doświadczeniu zdobytemu w pracy w lecznicy potrafi dobrze oddać to, z czym muszą się mierzyć weterynarze i technicy. Choć niektóre sytuacje mrożą krew w żyłach, podobne miały miejsce w realnym świecie, tyle, ze ze zwykłymi zwierzakami.
„Necrovet. Hodowla istot chimerycznych” to spokojna, można by rzec cozy, fantastyka. I choć wyraźnie brakuje zakończenia z przytupem, wszystko jedno: happy endu czy też wręcz przeciwnie, to i tak fajnie się to czytało.
MOJA OCENA: 8/10
A TUTAJ pisałam o wcześniejszej części serii Necrovet.



Najnowsze komentarze