56/2026 „Swiftowie” Beth Lincoln
Tłumaczenie: Rafał Lisowski
Spooky story, czyli dziwaczna, nieco mroczna, ale i nie pozbawiona humoru, opowieść kryminalna dla młodszej młodzieży.
Przygody z rodzinką Swiftów rozpoczynamy od… pogrzebu. Siostry: Szczęsna, Breweria i Fenomena niosą z wujem Malstromem trumnę arcyciotki Schadenfreude. Kucharka pomogła udekorować ostatnią drogę, upiekła też mroczny tort. Okropne rozpoczęcie książki dla dzieci, co nie? Ale nie martwcie się, to tylko kolejna próba. Nieudana zresztą. Ciotka nie jest zadowolona i wytyka wszystkim błędy. Jej imię pokazuje jaka jest – jeśli nie znacie niemieckiego, musicie sobie wyszukać co to słowo znaczy ;). Zresztą w tej rodzince imię każdego członka rodziny warunkuje jego usposobienie.
Ale czy na pewno? Breweria wolałaby, aby tak nie było.
Podczas rodzinnego Zjazdu, w czasie którego wszyscy członkowie rodu szukają zaginionego skarbu, dochodzi do wypadku. Ktoś dybał na życie matriarchini rodu. A potem dochodzi do jeszcze kilku strasznych wydarzeń.
Te okoliczności próbuje wyjaśnić Trop. Ale Fenomena, Breweria i Erf zaczynają równolegle prowadzić swoje śledztwo.
Komu i czy uda się odkryć co wydarzyło się w Domu?
„Swiftowie” to świetna pozycja dla dzieciaków. Połączenie nieco makabrycznych wydarzeń z sensacją i humorem. Ja również się znakomicie bawiłam podczas lektury.
Oczywiście jest też przesłanie: nie to jak się nazywamy nas definiuje, ale nasze czyny. No i że rodzina jest bardzo ważna. A przyjacielem może zostać ktoś niepozorny.
Jak najbardziej polecam.
MOJA OCENA: 7/10
A TUTAJ poczytacie co pisałam o innej książce dla młodzieży.




Najnowsze komentarze