44/2026 „Cienie z Donlonu” Magdalena Kubasiewicz

Wiedzieliście, że Londyn ma ukrytą, magiczną stronę? Znane budynki mają swoje odzwierciedlenie w Donlonie. Tam też znajduje się specyficzna akademia. Szkoła dba o swoich uczniów i nauczycieli i niezbyt lubi, gdy w jej murach przebywają obcy. Nawet, gdy są absolwentami uczelni.

Ale to właśnie tam znaleziono martwego ucznia, a wkrótce odkryto, że zniknęła jedna z nauczycielek. Ava Carey zostaje tam zatrudniona – ma zastąpić nieobecną przyjaciółkę. Ale jej głównym celem jest odkrycie co się wydarzyło w Avallen. Jako pracownik magicznego Scotland Yardu, władająca specyficzną magią, ma nadzieję odkryć co stoi za coraz częściej pojawiającymi się anomaliami. Podejrzany jest dyrektor szkoły – dawny przyjaciel Avy i genialny uczeń, William Doe.

Co wydarzyło się w uczelni? Jak to wpłynęło na Donlon? Kto zabija? Co przydarzyło się Malory?
Przed Avą trudne zadania.

Lubię czytać o miastach, które mają tę drugą, mroczną czy magiczną, stronę. Thorn, Wars i Sawa, Trójprzymierze, Kraków u nas. A teraz Donlon w Anglii. Choć zdecydowanie bardziej lubię akcje osadzone w polskich realiach, ta historia też była dobra. Zwłaszcza, że ma element wspólny z Wilczą Jagodą 😉

Specyficzna aura wysp występuje też po magicznej stronie. A „”Cienie z Donlonu” mają dodatkowy wydźwięk, tak jak i specyficzne dla Wysp mgły. Sięgam więc po drugą część, by odkryć co się w owych cieniach skrywa.

MOJA OCENA: 7/10

Wydawnictwo SQN

A TUTAJ pisałam o innej książce autorki.