59/2026 „Mała kawiarenka w Kopenhadze” Julie Caplin

Tłumaczenie: Monika Bąk

Typowy romans enemies to lovers z finałem bardzo przewidywalnym. Fabuła charakterystyczna dla książek tego typu, pisanych przez zagranicznych autorów. Uznałabym ją mimo wszystko za bardzo dobrą, gdyby nie włożona nieco na siłę scena łóżkowa. A można by napisać romans, który niektóre sprawy, choć oczywiste, pozostawiłby do domysłu czytelnikowi. Historia mimo to przyjemna. Sporo jest o hygge – sposobie życia najszczęśliwszego podobno narodu świata, Duńczyków.

Kate Sinclair marzy o awansie. Jednak to jej facet, który wykorzystał jej pomysł, otrzymał promocję na to stanowisko. Gdy na ostatnią chwilę do ich agencji promocyjnej zgłasza się Lars, Duńczyk, który chce w Londynie otworzyć sklep Hjem, z zachowaniem hygge, to Kate podejmuje pałeczkę. Ma pomysł i zostaje wybrana do realizacji zadania. Lars dla niej i szóstki dziennikarzy tworzy plan tygodniowej wycieczki w Kopenhadze, by wszyscy na własnej skórze odczuli czym jest hygge.

Sześciu dziennikarzy o różnych charakterach – praca z nimi nie należy do najłatwiejszych. Zdarzają się pewne okoliczności, w których Kate musi się wykazać opanowaniem i dobrą organizacją.

Dodatkowo ma problem z pewnym krnąbrnym i niechętnym wycieczce dziennikarzem, Benedictem Johnsonem. Wiecznie niezadowolonym i niemiłym, choć bardzo przystojnym mężczyzną. Ale to właśnie Ben i Eva, matka Larsa, pomagają Kate w trudnych momentach wycieczki. Wkrótce między Katie i Benem zaczyna coś się dziać, pomału iskrzyć.

I wydawać by się mogło, że wszystko idzie ku wielkiej miłości, gdyby nie pewien artykuł.
Czy hygge będzie dobre dla każdego uczestnika wycieczki?

Plusik za okładkę, która mnie po prostu przyciągnęła do książki, przez co kupiłam w ciemno. „Mała kawiarenka w Kopenhadze” to jednak średniaczek, choć nie powiem, przyjemnie się czytało.

MOJA OCENA: 6/10

Wydawnictwo Akapit Press

A TUTAJ pisałam o innej książce tego wydawnictwa.